Witam wszystkich bardzo serdecznie,
Chciałabym podzielić się z Wami historią mojego szycia, pokazać Wam rzeczy które robię, zrobiłam, moje pomysły, dzięki którym mogę dać upust swojej energii. Chyba jak każdy rękodzielnik mam do tych wytworów dość osobisty stosunek. Potrzebowałam trochę czasu, żeby złapać dystans do siebie i do świata, otworzyć się na wirtualną rzeczywistość, która nigdy mnie nie pociągała, a bez niej ciężko zaistnieć w dzisiejszych czasach. Ja osoba rodem, a raczej umysłem z Prl-u zaczynam pisać bloga jak miliony bardziej kreatywnych i zakręconych ludzi, ale dzisiaj kończę z takim myśleniem, bo każdy musi znaleźć swoje miejsc w świecie, choćby na końcu szeregu…dzisiaj i ja zaczynam go szukać:)
Nie jestem klasycznym przypadkiem, nie zakochałam się w szyciu od razu, nie pochłonęło mnie doszczętnie od pierwszej minuty.  Pewnie to jest tak, że nie wierzyłam i nadal czasem nie wierzę, że stać mnie na jakiś wysiłek
zwany twórczym, bądź artystycznym. Jednak mijają kolejne lata, a szycie nadal mi towarzyszy, więc chyba można powiedzieć, że to coś co ze mną zostanie i będzie ważną częścią mojego życia.
Zacznijmy od początku, ale w skrócie żeby nikogo nie zanudzić:)
Zaczęłam szyć kiedy wyjechałam po licencjacie z kulturoznawstwa do Wrocławia. Mieszkałam tam przez pół roku i zabrałam ze sobą starą maszynę po babci. Nie uszyłam tam wiele, nie wiedziałam zupełnie jak to się robi, nie miałam się kogo o to zapytać i wyszło z tego kilka pokracznych rzeczy, które robiłam intuicyjnie i nie nadawały się do noszenia. Po powrocie do Krakowa, zapisałam się do zaocznej szkoły szycia położonej w malowniczej kamienicy. Tam, o ile dobrze pamiętam chodziłam rok, lub trochę dłużej. Szkoła zakończyła się dyplomem wydrukowanym w sekretariacie ;)) i małą kolekcją złożoną z trzech modeli, uwiecznionej na sesji zdjęciowej. Poznałam tam wspaniałych ludzi, atmosfera była rodzinna, a nasza Pani prowadząca przemiła i cierpliwa. To właśnie dzięki niej dowiedziałam się o technikum odzieżowym ZSO 1 im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie, tam też zapisałam się na zajęcia wieczorowe w których uczestniczyłam przez ponad dwa lata, ale mówię Wam warto!!! Osobiście same dobre rzeczy mogę powiedzieć o tej szkolę, a przede wszystkim o naszej Pani prowadzącej, którą śmiało można podać za wzór  dobrego pedagoga i człowieka wielkiego serca, cierpliwości i pasji. Myślę, że gdyby nie Pani Lucynka  szybko zniechęciłabym się do szycia, które bywa frustrujące jak fix! Po trzech kwalifikacjach zakończonych egzaminami uzyskałam dyplom technika technologii odzieży i wspaniała przygoda z tą szkołą dobiegła końca. AAA zapomniałabym, w między czasie  byłam też na dwu i pół miesięcznym stażu i muszę Wam powiedzieć,że znowu miałam zawrotne szczęście trafić do przemiłej właścicielki studia krawieckiego…śmiem powiedzieć, że krawcowe to fantastyczne osoby:) przynajmniej te które poznałam. To chyba na tyle mojej szyciowej historii. W kolejnych postach postaram się pokazać co udało mi się zrobić do tej pory. Niektóre rzeczy pochłonęły wiele godzin, nie dały mi na końcu takiej satysfakcji na jaką liczyłam, ale tak to już jest, że szewc bez butów chodzi:) Były też i takie, które wyszły spontanicznie i szybko…i takich rzeczy życzę jak najwięcej sobie i Wam. Uściski!

Dodaj komentarz