Część rzeczy które szyłam w szkole lub w zaciszu mojego domu udało nam się sfotografować na sesji. Głównym jej celem było zrobienie zdjęć rzeczy na sprzedaż, ale że trwała ona aż dwie godziny i wydawało nam się że to szmat czasu, zabrałam do studia dwie torby ciuchów. Ja i moja przyjaciółka, która zgodziła się być fotografem przeżyłyśmy przez te dwie godziny dużo śmiechu, ale i nie mało stresu:) Studio okazało się zbyt profesjonalne jak na możliwości aparatu, co już na wstępie podniosło nam adrenalinę. Szczęśliwie, dość pomocny właściciel pożyczył nam nieodpłatnie swój profesjonalny aparat. Karolina musiała zdrowo się nawyginać, żeby złapać odpowiednie kadry, ja natomiast latałam w te i z powrotem nakładając w biegu kolejne ciuchy. To było świetne doświadczenie, chociaż obie wolimy skromniejsze i bardziej naturalne okoliczności. Niestety strony z rękodziełem mają swoją estetykę do której trzeba się dostosować, a i moja lekka nieśmiałość zahamowała nas przed robieniem zdjęć w plenerze…Szkoda, że mieszkamy teraz daleko od siebie, bo czuję że nasze co środowe kawy w krakowskich knajpkach byłyby najlepszym i najwiarygodniejszym tłem wspólnych zdjęć. Wielkie dzięki pomocnemu panu i mojej przyjaciółce za zdjęcia, które dzięki nim mogę Wam zaprezentować.

Dodaj komentarz